piątek, 30 grudnia 2011

Źle się dzieje w Naszym Państwie Drodzy Poddani.
Panuje chaos i anarchia.
Psychoza króluje.
Brak opanowania wprowadza rządy.
Spokój odszedł w pokoju do wieczności.
Oddajmy pokłon Nowemu Królowi.


Kładę się, zamykam oczy, zasypiam.. Widzę potworną twarz z czarnymi oczami, które się otwierają... Nie mogę, nie chcę na nią patrzeć..  Wybudzam się. Zawalam kolejną noc.

niedziela, 18 grudnia 2011

Tydzień temu byłam na pogrzebie, na moim pierwszym pogrzebie kogokolwiek z rodziny. Otwarta, otoczona wiązankami trumna stała przed ołtarzem. Płaczący, ubrani na czarno ludzie modlili się o wieczne spoczywanie... Momentami oczy robiły się szklane, ale nie płakałam. Było mi tylko okropnie przykro.
Podeszłam do trumny. Dotknęłam dłoni. Była taka lodowata...
Po stypie wracałam na stancję. W pociągu puściły hamulce.. Stałam się centrum zainteresowania. Ryczałam przez całą drogę...

Wieczny odpoczynek racz mu dać...

czwartek, 8 grudnia 2011

6:50. Telefon. Zaspana odbieram. Prawie nie rozumiem co mówi do mnie mama. Słyszę dwa słowa. Dziadek zmarł...

poniedziałek, 5 grudnia 2011

Wczoraj w necie przeczytałam informację o wypadku. Samochód zmiażdżony.  Dwóch mężczyzn zginęło, kobiety przewieziono do szpitala. Na portalach zaczęły pojawiać się e-znicze, ale ani jednego ani drugiego chłopaka nie znałam. Dzisiaj siostra napisała mi, że z nimi jechały nasze znajome. Jedna jest w śpiączce, druga tylko poobijana. Na szczęście żyją.

Jestem na siłę pchana w świat wiary, religijności, księży, zakonnic, kościoła, modlitw...
Wiem, że to nie moje miejsce. Źle się tam czuję.
Najgorsze jest to, że nikt nie pyta mnie o zdanie. Słyszę, o 20 jest msza. Czekamy na Ciebie o w pół do.  Mieszkam w zakonie, więc muszę się dopasować...? A ja.. ja czuję pustkę. Idę na mszę. Neguje każde zdanie albo nie słucham. Nie modlę się, nie śpiewam, nie wczuwam. Po prostu czekam aż się skończy...
Czemu się nie buntuję? Po co tam idę?

niedziela, 20 listopada 2011

U mnie.. u mnie dobrze. Jestem spokojna, stabilna psychicznie, nie płaczę, nie okaleczam się. Po prostu żyję.

sobota, 12 listopada 2011

W domu się uspokoiło. Ojciec niczym potulny baranek przejawia nadmierne zainteresowanie domem, nami, rodziną. Pyta o studia, mieszkanie, życie. Nie wie nic. Pyskuje, nie odzywam się, wychodzę z pomieszczenia i czuje się winna... Bo On się stara, ja jestem niedobra.
Gadam jak współuzależniona.

Jestem rozwalona psychicznie. Nie wiem co się ze mną dzieje. Na zewnątrz, dla innych wszystko jest w porządku, w środku się sypię. Nie mam ochoty chodzić na zajęcia, uczyć się, spotykać z ludźmi, rozmawiać z tymi, których uważam za szczególnie fałszywych, nie mam ochoty słuchać dziewczyny z za ściany, która w tej chwili głośno się śmieje, nie mam ochoty patrzeć w lustro, bo jestem okropna, nie mam ochoty na nic.
Nie mogę nawet porządnie ziewnąć, bo mam paskudne zajady.

Ktoś ze mną i moim życiem wygrywa 5:0, a ja poddaję się walkowerem.

środa, 2 listopada 2011

Dzień w dzień ryczę, czasami w nocy więcej ryczę niż śpię. Mam głupie myśli. Zmywam naczynia, w kolejce jest nóż, dotykam ostrza, przykładam do ręki, odkładam. Grabie liście, patrzę na drzewa i zastanawiałam się czy jeśli akurat na tej gałęzi się powieszę to czy się złamie czy może jednak utrzyma mój ciężar...
Ale to myśli, to tylko durne myśli.
Przecież nie mogę... Nie, mama na to nie zasłużyła. Ludzie..., ludzie też nie potrzebują dodatkowych atrakcji. Tu i tak wszyscy wszystko wiedzą najlepiej. Zresztą, niech pieprzą co chcą. Nie odchodzą mnie wiejskie filozofie z koziej trąby.

Niedziela była okropna pod względem wszystkiego...
Plany. Rozwód. Podział majątku. Wyprowadzka do babci.
Nie chcę tam mieszkać, lubię swój pokój, lubię przestrzeń, swobodę, tam do dyspozycji, jeden pokój, stary dom, myszy, karaluchy..., ale okay, zgadzam się ( bo w marzeniach daj mi znaleźć pracę, pozwól zostać w mieście, zacząć swoje życie...,
poza tym wiem, że jak tylko ojciec się troszeczkę uspokoi plany zostaną planami, a kolejny odcinek życia na pozór będzie trwał...).

Tak więc, ojciec półtora dnia jest trzeźwy...
Leki mają możliwość zadziałania, co nieco się uspokoił, opuścił poziom 3, na dany moment wrócił do jeszcze niewyraźnej rzeczywistości.

poniedziałek, 31 października 2011

Artist: Dark Funeral
Album: Angelus Exuro Pro Eternus

My Funeral

 



"At the end of this long and lonely path,
All misery will be gone"

Down this long and twining road
I walk with heavy feet
My head sunk down below
I have made up my mind
It's time to end this life
Then peace I will find

Walking down to my funeral
The mortal sin...
Some might be sad
I'll die with a grin
Walking down to my funeral
It's time to die
When I leave this pathetic world
I will hold my head high

Angels are watching from above
As so does the evil ones
That lurks down below...

I am almost there - at my funeral

I reach the end of the twining road
I put a bullet in my gun, don't need to reload
Feel the cold steel to my head
It's time to pull the trigger
Soon I'll be dead

Now when I'm at my funeral
I feel so free
Some might be sad
I'll die with a grin
Now I'm at my funeral
I feel so free
The mortal sin...
Sin...

Angels and demons
Reach out for me
Kingdom's wide open,
But I walk away from - thee

As I walk away...

"For eternal in twilight I dwell"

Walking down to my funeral
The mortal sin...
Some might be sad
I'll die with a grin
Walking down to my funeral
It's time to die
When I leave this pathetic world
I will hold my head high

Hold my head high...

niedziela, 30 października 2011

Litania przeciw strachowi ("Diuna")

Frank Herbert


Nie wolno się bać, strach zabija duszę.
Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie.
Stawię mu czoło.
Niech przejdzie po mnie i przeze mnie.
A kiedy przejdzie, odwrócę oko swej jaźni na jego drogę.
Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic.
Jestem tylko ja.

sobota, 29 października 2011

Słyszę wrzaski. Biegnę po schodach. Siostra płacze, krzyczy, że zabije go albo siebie. Zaczynam się drzeć. Wyciągam go siłą z jej pokoju. Mama.. mama też coś mówi, mówi, że nie warto, że mam się uspokoić.
On pieprzy, że to wszystko jego, że to on nas utrzymuje, że jak się nie podoba to mamy wypierdalać, że nie będzie utrzymywał 3 suk, że mamy się wziąć za robotę.
Drę się jak opętana, ledwo powstrzymuję się żeby nie przywalić mu w ryj.
Marzę o siekierze, kiju, czymkolwiek co pomoże go zabić, zatłuc, na wieczność.

[edit]

W ramach wyjaśnienia.
Dom - współwłasność.
Ojciec - renta, do utrzymania się groszem nie dokłada.
Przed 8.00 ojciec wparował do pokoju pieprząc o rozwodzie, "no powiedz, że się cieszysz, powiedz chujowi". Olałam, nie odezwałam się ani słowem, udawałam, że śpię.  
Godzinę później znowu przyleciał, "chcesz w ucho?, po co od rana łazisz po kuchni, teraz ja tam śpię. Wyniosłaś mi golonkę." i śmiech, który doprowadza mnie do szału.
Nie wytrzymałam, poleciała wiązanka... (To mnie dziwi najbardziej, normalnie [prawie] nie używam "takich" słów, przy nim nie mam żadnych ograniczeń.)
Patrząc jak na śmiecia powtórzył kilkakrotnie "A niby taka ładna i grzeczna..."
Usłyszał wypierda...
Wyszedł.

Godzinę temu z korytarza doszło "jadę do adwokata, zobaczymy co się z tego urodzi..."
Wsiadł w samochód.
Pojechał.

piątek, 28 października 2011

Kolejne kilka dni w domu...
Znowu ryczę, znowu bawię się ostrymi przedmiotami.
Sukinsyn Ojciec wrócił ze szpitala. 
Nic się nie zmieniło.
Nie wiem czy go nie doleczyli, nie wiem czy popija.
Tak czy inaczej chciałabym żeby zdechł.

Nie mogę się nawet wygadać.
Mama zawsze mówi, że ją obwiniam, że skoro nie umiem zaakceptować choroby to nie nadaję się do zawodu... Ale kurwa jego mać, naprawdę umiem, mogę, potrafię, jestem w stanie.
Wszyscy - tylko nie on.
Siostra trzasnęła drzwiami. Zapewne jest w podobnym nastroju.
Różnica między nami polega na tym, że ja nad sobą panuję (a przynajmniej staram się), nie okazuje publicznie (ekhm..) wściekłości, frustracji, tego jak mi cholernie źle.
Tylko czasami, po prostu nie wytrzymuję.

Był G. Pytał o co chodzi. Mogłam powiedzieć. Nie chciałam.
To nad czym teraz ryczysz Bohaterko od 7 boleści...?
Boisz się, że ludzie ocenią Cię przez pryzmat ojca, stwierdzą "jesteś identyczna" albo potraktują jak ofiarę losu...?
Może to kwestia braku zaufania...?

Nie wiem...
Ja po prostu chciałabym żeby ktoś przytulił.