poniedziałek, 5 grudnia 2011

Wczoraj w necie przeczytałam informację o wypadku. Samochód zmiażdżony.  Dwóch mężczyzn zginęło, kobiety przewieziono do szpitala. Na portalach zaczęły pojawiać się e-znicze, ale ani jednego ani drugiego chłopaka nie znałam. Dzisiaj siostra napisała mi, że z nimi jechały nasze znajome. Jedna jest w śpiączce, druga tylko poobijana. Na szczęście żyją.

Jestem na siłę pchana w świat wiary, religijności, księży, zakonnic, kościoła, modlitw...
Wiem, że to nie moje miejsce. Źle się tam czuję.
Najgorsze jest to, że nikt nie pyta mnie o zdanie. Słyszę, o 20 jest msza. Czekamy na Ciebie o w pół do.  Mieszkam w zakonie, więc muszę się dopasować...? A ja.. ja czuję pustkę. Idę na mszę. Neguje każde zdanie albo nie słucham. Nie modlę się, nie śpiewam, nie wczuwam. Po prostu czekam aż się skończy...
Czemu się nie buntuję? Po co tam idę?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz