Źle się dzieje w Naszym Państwie Drodzy Poddani.
Panuje chaos i anarchia.
Psychoza króluje.
Brak opanowania wprowadza rządy.
Spokój odszedł w pokoju do wieczności.
Oddajmy pokłon Nowemu Królowi.
Kładę się, zamykam oczy, zasypiam.. Widzę potworną twarz z czarnymi oczami, które się otwierają... Nie mogę, nie chcę na nią patrzeć.. Wybudzam się. Zawalam kolejną noc.
piątek, 30 grudnia 2011
niedziela, 18 grudnia 2011
Tydzień temu byłam na pogrzebie, na moim pierwszym pogrzebie kogokolwiek z rodziny. Otwarta, otoczona wiązankami trumna stała przed ołtarzem. Płaczący, ubrani na czarno ludzie modlili się o wieczne spoczywanie... Momentami oczy robiły się szklane, ale nie płakałam. Było mi tylko okropnie przykro.
Podeszłam do trumny. Dotknęłam dłoni. Była taka lodowata...
Po stypie wracałam na stancję. W pociągu puściły hamulce.. Stałam się centrum zainteresowania. Ryczałam przez całą drogę...
Wieczny odpoczynek racz mu dać...
Podeszłam do trumny. Dotknęłam dłoni. Była taka lodowata...
Po stypie wracałam na stancję. W pociągu puściły hamulce.. Stałam się centrum zainteresowania. Ryczałam przez całą drogę...
Wieczny odpoczynek racz mu dać...
czwartek, 8 grudnia 2011
poniedziałek, 5 grudnia 2011
Wczoraj w necie przeczytałam informację o wypadku. Samochód zmiażdżony. Dwóch mężczyzn zginęło, kobiety przewieziono do szpitala. Na portalach zaczęły pojawiać się e-znicze, ale ani jednego ani drugiego chłopaka nie znałam. Dzisiaj siostra napisała mi, że z nimi jechały nasze znajome. Jedna jest w śpiączce, druga tylko poobijana. Na szczęście żyją.
Jestem na siłę pchana w świat wiary, religijności, księży, zakonnic, kościoła, modlitw...
Wiem, że to nie moje miejsce. Źle się tam czuję.
Najgorsze jest to, że nikt nie pyta mnie o zdanie. Słyszę, o 20 jest msza. Czekamy na Ciebie o w pół do. Mieszkam w zakonie, więc muszę się dopasować...? A ja.. ja czuję pustkę. Idę na mszę. Neguje każde zdanie albo nie słucham. Nie modlę się, nie śpiewam, nie wczuwam. Po prostu czekam aż się skończy...
Czemu się nie buntuję? Po co tam idę?
Jestem na siłę pchana w świat wiary, religijności, księży, zakonnic, kościoła, modlitw...
Wiem, że to nie moje miejsce. Źle się tam czuję.
Najgorsze jest to, że nikt nie pyta mnie o zdanie. Słyszę, o 20 jest msza. Czekamy na Ciebie o w pół do. Mieszkam w zakonie, więc muszę się dopasować...? A ja.. ja czuję pustkę. Idę na mszę. Neguje każde zdanie albo nie słucham. Nie modlę się, nie śpiewam, nie wczuwam. Po prostu czekam aż się skończy...
Czemu się nie buntuję? Po co tam idę?
Subskrybuj:
Posty (Atom)