Wklejam, bo pięknie prezentuje wyliczankę zaburzeń.
Dzień dobry,
Arcadia wita się i chce napisać parę słów o sobie.
Ludzie nie wierzą w jej aspołeczność, ale nie raz słyszała, że jest wariatką. Wariatka, nie wariatka, normalność przecież jest pojęciem względnym.
Do rzeczy. Alee hm.. może na przykładzie. Wczoraj jechała zabrać papiery z uczelni i zrezygnować ze studiów. Do wyjazdu zbierała się przez dwa miesiące. Matko, trzeba będzie tak wcześnie wstać, jechać busem, otworzyć drzwi (a co zrobię jak otworzyć ich nie będę mogła albo źle zamknę i kierowca mnie skrytykuje, przecież wtedy wszyscy się będą na mnie patrzyć..) kupić bilet (trzy słowa - proszę do.. - powtarzała żeby zapamiętać i nic nie pomylić) a potem wysiąść.. a jeśli na ostatnim przystanku już nikt nie będzie wysiadał...? Będzie przeszkadzać kierowcy, bo specjalnie ze względu na nią musi się zatrzymać...
Potem pociąg. Znowu powtarzała. Studencki na TLK do ... na 9:43. Dziekanat... Jezu będzie musiała tam wejść.. sama... powiedzieć po co przyszła... A jeśli czegoś nie będzie miała..? Jeśli nie załatwi..? Jeśli panie będą niemiłe..? Jeśli zacznie ze stresu seplenić..? Zrobi się czerwona..? Ale wstyd.
Tak jest od kiedy pamięta. Pójście do sklepu to problem. Zadzwonienie do kogoś tragedia. Przejście się chodnikiem w otoczeniu ludzi też wydaje się być stresujące. Przecież może idzie za wolno i przeszkadza komuś idącemu z tyłu, bo ten ktoś chciałby iść szybciej... Kawiarnia.. Ale tam trzeba podejść do kasy, zamówić, zapłacić...
Proste i ludzkie rzeczy wydają się być czymś tak trudnym i skomplikowanym. Ale próbuje, stara się być normalnie normalna. Żeby inni nie zauważyli...
Parę lat temu przyplątały się problemy z jedzeniem i zanikła zdolność wyśrodkowania skrajności. Pozostało jeść za mało lub się obeżreć. Tylko to tłuste ja pozostało bez zmian.
Cięcie. Lubi ten ból ciała, który choć na chwilę zabije ból duszy.
Chciałaby się zabić. Tyle razy już planowała jak to zrobi. Jak będzie wyglądał pogrzeb, grób, kto przyjdzie, jak będą się zachowywać ludzie. Ale brak jej odwagi. Podobno śmierć to nie odwaga, życie nią jest i to życie tej odwagi wymaga. Poza tym mama mogłaby cierpieć. Albo co by było jeśli by się nie zabiła..? Ale wie, że pani z kosą mogła by zakończyć to wszystko czemu tak trudno sprostać.
So hello world,
this is crazy me!