Dzień w dzień ryczę, czasami w nocy więcej ryczę niż śpię. Mam głupie myśli. Zmywam naczynia, w kolejce jest nóż, dotykam ostrza, przykładam do ręki, odkładam. Grabie liście, patrzę na drzewa i zastanawiałam się czy jeśli akurat na tej gałęzi się powieszę to czy się złamie czy może jednak utrzyma mój ciężar...
Ale to myśli, to tylko durne myśli.
Przecież nie mogę... Nie, mama na to nie zasłużyła. Ludzie..., ludzie też nie potrzebują dodatkowych atrakcji. Tu i tak wszyscy wszystko wiedzą najlepiej. Zresztą, niech pieprzą co chcą. Nie odchodzą mnie wiejskie filozofie z koziej trąby.
Niedziela była okropna pod względem wszystkiego...
Plany. Rozwód. Podział majątku. Wyprowadzka do babci.
Nie chcę tam mieszkać, lubię swój pokój, lubię przestrzeń, swobodę, tam do dyspozycji, jeden pokój, stary dom, myszy, karaluchy..., ale okay, zgadzam się ( bo w marzeniach daj mi znaleźć pracę, pozwól zostać w mieście, zacząć swoje życie...,
poza tym wiem, że jak tylko ojciec się troszeczkę uspokoi plany zostaną planami, a kolejny odcinek życia na pozór będzie trwał...).
Tak więc, ojciec półtora dnia jest trzeźwy...
Leki mają możliwość zadziałania, co nieco się uspokoił, opuścił poziom 3, na dany moment wrócił do jeszcze niewyraźnej rzeczywistości.
Jesteś w iście paskudnej sytuacji, czasem człowiek chce coś powiedzieć ale nie może, po prostu nie może.
OdpowiedzUsuńJeśli chodzi o twoje myśli, to znam to doskonale - na cokolwiek nie spojrzysz, wyobrażasz sobie jak umrzeć. Ale widzę że jesteś silna, nie chcesz przysparzać cierpienia innym.
Wiesz co, w końcu musi być lepiej. Musi i koniec kropka. Także, trzymaj się, bo ze wszystkim dasz sobie radę.
Śmierć, dziękuję.
OdpowiedzUsuń