poniedziałek, 27 lutego 2012

1l wody
1 kubek herbaty z bratków
1 kubek herbaty z pokrzywy
2x tran
1x tabletka żelaza

+ 0,5h rowerek stacjonarny

Brawo, możemy być dumne! - Powiedziała.
Chociaż dziś nie przytyjesz.

sobota, 25 lutego 2012

Luty się kończy. Co się działo, co się zmieniło..?
Hm..
Ostatni tydzień ferii poświeciłam na praktyki w domu dziecka. Zostałam ciocią, jestem zasmarkana, bo dzieciom z nosków leciało, miałam ponaciągane wszystkie mięśnie od noszenia, podnoszenia, mogę zarażać ospą, ale nie było aż tak źle... Najgorsze pobudki. Dojeżdżałam ponad 50km co zmuszało mnie do wstawania o 5. Póki nie zaczęłam się kłaść o 21 byłam nie do życia..
W ciągu tych 3 lat chyba tam najmniej mi się podobało. Atmosfera jakaś taka.., wychowawczynie średnio miłe, poza tym prawie każdego dnia ktoś inny, więc nie można było nawet z kimś kontaktu złapać i codziennie trzeba było się tłumaczyć jestem praktykantką bla bla bla.. Głównie opiekowałam się najmniejszymi dziećmi, noworodki, raczkujące, parę maluchów tylko chodziło. Szczerze mówiąc pierwszego dnia przeżyłam szok i w pewnym momencie myślałam, że sama usiądę i zacznę płakać..  Wcześniej nie miałam styczności z takimi malutkimi dziećmi a zostawili mnie samą z 13. Karmiłam, ubierałam, nosiłam, podnosiłam, myłam, bawiłam się, sprzątałam... Robiłam wszystko (z czego najbardziej zadowolona jest moja mama, twierdząc, że nabyłam cennego doświadczenia xD). Byłam też z inną panią z maluchami w szpitalu na pobieraniu krwi. Dziwne uczucie kiedy ludzie puszczają w kolejce i traktują jak mamę. xD
Prawdę mówiąc praktyki wyobrażałam sobie trochę inaczej a tam się czułam jak w żłobku albo przedszkolu..
Dzieciaki są świetne i teraz mi ich brakuje, ale pierwsze dni chodziłam jak za karę...
Placówka jest w trakcie likwidacji i sporo osób straciło pracę, w tym pani pod którą miałam podlegać.
Jeśli chodzi o studia i kierunek za dużo się nie nauczyłam, jeśli chodzi o życie to była naprawdę dobra lekcja.
Mogę dorabiać jako profesjonalna opiekunka, haha.

Właśnie w poniedziałek rozpoczęłam semestr VI, ostatni.
Niestety zostaliśmy pozbawieni wolnych piątków. Dali nam czwartki i co drugi poniedziałek. Ale generalnie jest nieźle. Mamy mniej zajęć i wykładowcy wydają się całkiem w porządku.
Zobaczymy co będzie dalej... :P


punkt ostatni, PSYCHE I SOMA
tu bywa różnie... i niestety niewiele się zmieniło.
Schemat ograniczania, napadów, chudnięcia, tycia i wyżywania na sobie trwa.
Z pozytywów, wróciłam na siłownię.
Poza tym, pomysłu na siebie brak.
Jestem na etapie ogólnego rozmemłania i próby zrozumienia o co tak naprawdę mi chodzi...

wtorek, 7 lutego 2012

Czy można się nie czuć?
Bo ja właśnie czuje, że nie czuję...

Nie mam motywacji żeby wstać z łóżka. Po 2 godzinnej walce wstaję, bo wiem, że o 16 z pracy wróci mama i spyta co dziś robiłam..
Wczoraj siedząc u fryzjera myślałam, że się popłaczę. Fryzjerka obcięła mi moją długą po usta grzywkę.. Wyglądałam jak miś Kolargol.. Drugą, gorszą rzeczą było lustro i odbijająca się w nim twarz.. Tłusta, okrągła, z dodatkowym podbródkiem. Grzywkę ułożyłam po mojemu, gęba została.
Któryś z kolei dzień się obżeram. Żołądek boli, zresztą cały układ pokarmowy boli. Dobrze, niech boli, nikt jedzenia ci do ust nie wkłada. Nie umiem sobie z tym poradzić, więc uciekam, uciekam w czwartek.. Wracam na stancję. Tam lepiej panuję nad jedzeniem, tam nikt nie interesuje się dlaczego śpię ponad połowę doby, dlaczego jeszcze chodzę w piżamie i czy jadłam czy nie jadłam. Tu wszyscy wcześnie wstają...
Miałam iść do lekarza. Poprosić o skierowanie na badania. Idę już 2 rok. Wiem, że znowu będzie miał pretensje, znowu nakrzyczy, znowu powie, że nie ja jestem lekarzem. Dobrze, więc dalej będę tkwić w swej apatii. Źle się czuję, nie mam siły, momentami robi mi się słabo a ręce drętwieją, ale dobrze niech tak będzie.
Jutro idę na pogrzeb. Zmarł ojciec znajomej. Przykre, że coraz więcej osób z mojego najbliższego otoczenia umiera... Nie żyją ludzie, którzy chcieli żyć.
A ja? Żyję, mimo, że życie marnuję. Żyję, mimo, że wcale mi na tym nie zależy.