niedziela, 20 listopada 2011
sobota, 12 listopada 2011
W domu się uspokoiło. Ojciec niczym potulny baranek przejawia nadmierne zainteresowanie domem, nami, rodziną. Pyta o studia, mieszkanie, życie. Nie wie nic. Pyskuje, nie odzywam się, wychodzę z pomieszczenia i czuje się winna... Bo On się stara, ja jestem niedobra.
Gadam jak współuzależniona.
Jestem rozwalona psychicznie. Nie wiem co się ze mną dzieje. Na zewnątrz, dla innych wszystko jest w porządku, w środku się sypię. Nie mam ochoty chodzić na zajęcia, uczyć się, spotykać z ludźmi, rozmawiać z tymi, których uważam za szczególnie fałszywych, nie mam ochoty słuchać dziewczyny z za ściany, która w tej chwili głośno się śmieje, nie mam ochoty patrzeć w lustro, bo jestem okropna, nie mam ochoty na nic.
Nie mogę nawet porządnie ziewnąć, bo mam paskudne zajady.
Ktoś ze mną i moim życiem wygrywa 5:0, a ja poddaję się walkowerem.
Gadam jak współuzależniona.
Jestem rozwalona psychicznie. Nie wiem co się ze mną dzieje. Na zewnątrz, dla innych wszystko jest w porządku, w środku się sypię. Nie mam ochoty chodzić na zajęcia, uczyć się, spotykać z ludźmi, rozmawiać z tymi, których uważam za szczególnie fałszywych, nie mam ochoty słuchać dziewczyny z za ściany, która w tej chwili głośno się śmieje, nie mam ochoty patrzeć w lustro, bo jestem okropna, nie mam ochoty na nic.
Nie mogę nawet porządnie ziewnąć, bo mam paskudne zajady.
Ktoś ze mną i moim życiem wygrywa 5:0, a ja poddaję się walkowerem.
środa, 2 listopada 2011
Dzień w dzień ryczę, czasami w nocy więcej ryczę niż śpię. Mam głupie myśli. Zmywam naczynia, w kolejce jest nóż, dotykam ostrza, przykładam do ręki, odkładam. Grabie liście, patrzę na drzewa i zastanawiałam się czy jeśli akurat na tej gałęzi się powieszę to czy się złamie czy może jednak utrzyma mój ciężar...
Ale to myśli, to tylko durne myśli.
Przecież nie mogę... Nie, mama na to nie zasłużyła. Ludzie..., ludzie też nie potrzebują dodatkowych atrakcji. Tu i tak wszyscy wszystko wiedzą najlepiej. Zresztą, niech pieprzą co chcą. Nie odchodzą mnie wiejskie filozofie z koziej trąby.
Niedziela była okropna pod względem wszystkiego...
Plany. Rozwód. Podział majątku. Wyprowadzka do babci.
Nie chcę tam mieszkać, lubię swój pokój, lubię przestrzeń, swobodę, tam do dyspozycji, jeden pokój, stary dom, myszy, karaluchy..., ale okay, zgadzam się ( bo w marzeniach daj mi znaleźć pracę, pozwól zostać w mieście, zacząć swoje życie...,
poza tym wiem, że jak tylko ojciec się troszeczkę uspokoi plany zostaną planami, a kolejny odcinek życia na pozór będzie trwał...).
Tak więc, ojciec półtora dnia jest trzeźwy...
Leki mają możliwość zadziałania, co nieco się uspokoił, opuścił poziom 3, na dany moment wrócił do jeszcze niewyraźnej rzeczywistości.
Ale to myśli, to tylko durne myśli.
Przecież nie mogę... Nie, mama na to nie zasłużyła. Ludzie..., ludzie też nie potrzebują dodatkowych atrakcji. Tu i tak wszyscy wszystko wiedzą najlepiej. Zresztą, niech pieprzą co chcą. Nie odchodzą mnie wiejskie filozofie z koziej trąby.
Niedziela była okropna pod względem wszystkiego...
Plany. Rozwód. Podział majątku. Wyprowadzka do babci.
Nie chcę tam mieszkać, lubię swój pokój, lubię przestrzeń, swobodę, tam do dyspozycji, jeden pokój, stary dom, myszy, karaluchy..., ale okay, zgadzam się ( bo w marzeniach daj mi znaleźć pracę, pozwól zostać w mieście, zacząć swoje życie...,
poza tym wiem, że jak tylko ojciec się troszeczkę uspokoi plany zostaną planami, a kolejny odcinek życia na pozór będzie trwał...).
Tak więc, ojciec półtora dnia jest trzeźwy...
Leki mają możliwość zadziałania, co nieco się uspokoił, opuścił poziom 3, na dany moment wrócił do jeszcze niewyraźnej rzeczywistości.
Subskrybuj:
Posty (Atom)