W domu się uspokoiło. Ojciec niczym potulny baranek przejawia nadmierne zainteresowanie domem, nami, rodziną. Pyta o studia, mieszkanie, życie. Nie wie nic. Pyskuje, nie odzywam się, wychodzę z pomieszczenia i czuje się winna... Bo On się stara, ja jestem niedobra.
Gadam jak współuzależniona.
Jestem rozwalona psychicznie. Nie wiem co się ze mną dzieje. Na zewnątrz, dla innych wszystko jest w porządku, w środku się sypię. Nie mam ochoty chodzić na zajęcia, uczyć się, spotykać z ludźmi, rozmawiać z tymi, których uważam za szczególnie fałszywych, nie mam ochoty słuchać dziewczyny z za ściany, która w tej chwili głośno się śmieje, nie mam ochoty patrzeć w lustro, bo jestem okropna, nie mam ochoty na nic.
Nie mogę nawet porządnie ziewnąć, bo mam paskudne zajady.
Ktoś ze mną i moim życiem wygrywa 5:0, a ja poddaję się walkowerem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz