wtorek, 1 maja 2012

Ustawiłam nową tapetę. Przez prawie rok gapienia się w mroczny monitor stwierdziłam, że czas na zmianę. Teraz włączam laptopa i pojawiają się motywujące do życia hasła. Milej, prawda?
Współlokatorka zaprosiła mnie na urodziny. Odmówiłam. Pierwsza rzecz, żeby do niej dojechać musiałabym przesiadać się 3 razy. Po drugie, i tak nie stać mnie na prezent a nawet jakby było mnie stać to nie wiedziałabym co jej kupić. Po trzecie, chcę pobyć trochę w domu a tak musiałabym zbierać się już w środę. Po czwarte, żarcie, żarcie, żarcie... Co najprawdopodobniej nie do końca ominę, bo stwierdziła, że skoro tak, to po długim weekendzie przywiezie coś dobrego i któregoś wieczora sobie usiądziemy... Ach, co za przyjemność...
W każdym bądź razie wykręciłam się wyjazdem do znajomej i imienino-urodzinami ciotki. Dobra, półprawda. Wyjazd wcale nie jest pewny, a na imprezę ciotki jadą tylko rodzice.
Jestem złym człowiekiem... -.-' A propo...
Byłam w niedzielę w Kościele. W pewnym momencie zaczęłam zastanawiać się nad moimi grzechami i nad tym jakie duuuże oczy zrobiłby mój proboszcz gdybym przystąpiła do spowiedzi.
- Niech będzie pochwalony.
+ Na wieki wieków.
- Nie pamiętam kiedy ostatni raz byłam u spowiedzi... Nie wiem czy oczekuję pokuty i chyba bardziej potrzebuję się po prostu wygadać i rozwiać pewne wątpliwości. Ale do rzeczy. Cięłam się, głodziłam, obżerałam, nienawidziłam, snułam samobójcze plany. Nie wiem czy wierzę w Boga, nie wiem czy on istnieje. Nie czuję potrzeby chodzenia do Kościoła. Nie modlę się. Nie widzę sensu w bezsensownym klepaniu regułek. Odczuwam w tym miejscu pustkę. Wiara, religia to wszystko jest dla mnie mało racjonalne, nie mówiąc o tym, że niektóre rzeczy uważam za co najmniej śmieszne i zgoła nie mające sensu. To, że kiedy się jeszcze modliłam prosiłam o śmierć dla ojca też chyba jest grzechem... Nałogowo i z pełną świadomością opuszczam msze święte i inne zakonne spotkania. Zdarza się przekląć, skłamać, pokłócić z kimś czy powiedzieć o parę słów za dużo. Być może czasem za szybko mówię i za wolno myślę. Hm... Więcej grzechów nie pamiętam...?

4 komentarze:

  1. Oooo, a cóż to za mhroczna tapeta była? :D Dobrze ze teraz masz motywującą tapetę, to może pomagać. mie motywuje jakiś zdziadziały kostuch, w poszarpanym wdzianku.

    Nie dziwię Ci się że nie poszłaś na urodziny. W końcu - nic na siłę, nie?

    Nie, złym człowieiem nie jesteś. W kazdym razie inaczej - może nie bardziej złym niż inni.

    Co do spowiedzi - hmmm. To zależy od księdza. Bardziej tolerancyjny prawdopodobnie zacząłby Ci wkręcać, że skoro już przyszłaś do okscioła i się ta spowiadasz, to musi być zna od Boga, bo przecież nic nie dzieje sie bez przyczyny, zatem może jeszcze się nawrócisz? Itedeee, itepeeee. Natomiast mniej tolerancyjny ksiądz, wywaliłby Cię z konfesjonału i opieprzył przy ludziach albo sam by wyszedł uznając to za żart. Albo by stwierdził opętanie ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na kolędzie dostałam obrazek z modlitwą egzorcyzmem, którą miałam odmawiać... xD

      Usuń
  2. Ja kiedyś poszłam do ksiedza, na rozmowę indywidualną, w parafii mojego dziadka. Znałam tego księdza z psychiatryka, uczył tam religii. I powiedziałam 'Wierzę w Boga, ale nie jestem Chrześcijanką, chciałabym porozmawiać z kimś, kto nie będzie mnie analizował jak psycholog a potraktuje jak człowieka, i chcę, zeby to było potraktowane jak spowiedź. Żeby zostało między nami.' Po czym opowiedziałam mu całą historię swojego życia, akurat wtedy zmagałam sie z anoreksją i lekomanią, t było parę lat temu (phi!). Wysłuchał, na koniec powiedział, że może nie uważam się za Chrześcijankę ale jestem lepszym człowiekiem od wielu zdeklarowanych 'chrześcijan'. Miło wspominam tamtą rozmowę.

    OdpowiedzUsuń