Ustawiłam nową tapetę. Przez prawie rok gapienia się w mroczny monitor stwierdziłam, że czas na zmianę. Teraz włączam laptopa i pojawiają się motywujące do życia hasła. Milej, prawda?
Współlokatorka zaprosiła mnie na urodziny. Odmówiłam. Pierwsza rzecz, żeby do niej dojechać musiałabym przesiadać się 3 razy. Po drugie, i tak nie stać mnie na prezent a nawet jakby było mnie stać to nie wiedziałabym co jej kupić. Po trzecie, chcę pobyć trochę w domu a tak musiałabym zbierać się już w środę. Po czwarte, żarcie, żarcie, żarcie... Co najprawdopodobniej nie do końca ominę, bo stwierdziła, że skoro tak, to po długim weekendzie przywiezie coś dobrego i któregoś wieczora sobie usiądziemy... Ach, co za przyjemność...
W każdym bądź razie wykręciłam się wyjazdem do znajomej i imienino-urodzinami ciotki. Dobra, półprawda. Wyjazd wcale nie jest pewny, a na imprezę ciotki jadą tylko rodzice.
Jestem złym człowiekiem... -.-' A propo...
Byłam w niedzielę w Kościele. W pewnym momencie zaczęłam zastanawiać się nad moimi grzechami i nad tym jakie duuuże oczy zrobiłby mój proboszcz gdybym przystąpiła do spowiedzi.
- Niech będzie pochwalony.
+ Na wieki wieków.
- Nie pamiętam kiedy ostatni raz byłam u spowiedzi... Nie wiem czy oczekuję pokuty i chyba bardziej potrzebuję się po prostu wygadać i rozwiać pewne wątpliwości. Ale do rzeczy. Cięłam się, głodziłam, obżerałam, nienawidziłam, snułam samobójcze plany. Nie wiem czy wierzę w Boga, nie wiem czy on istnieje. Nie czuję potrzeby chodzenia do Kościoła. Nie modlę się. Nie widzę sensu w bezsensownym klepaniu regułek. Odczuwam w tym miejscu pustkę. Wiara, religia to wszystko jest dla mnie mało racjonalne, nie mówiąc o tym, że niektóre rzeczy uważam za co najmniej śmieszne i zgoła nie mające sensu. To, że kiedy się jeszcze modliłam prosiłam o śmierć dla ojca też chyba jest grzechem... Nałogowo i z pełną świadomością opuszczam msze święte i inne zakonne spotkania. Zdarza się przekląć, skłamać, pokłócić z kimś czy powiedzieć o parę słów za dużo. Być może czasem za szybko mówię i za wolno myślę. Hm... Więcej grzechów nie pamiętam...?
Oooo, a cóż to za mhroczna tapeta była? :D Dobrze ze teraz masz motywującą tapetę, to może pomagać. mie motywuje jakiś zdziadziały kostuch, w poszarpanym wdzianku.
OdpowiedzUsuńNie dziwię Ci się że nie poszłaś na urodziny. W końcu - nic na siłę, nie?
Nie, złym człowieiem nie jesteś. W kazdym razie inaczej - może nie bardziej złym niż inni.
Co do spowiedzi - hmmm. To zależy od księdza. Bardziej tolerancyjny prawdopodobnie zacząłby Ci wkręcać, że skoro już przyszłaś do okscioła i się ta spowiadasz, to musi być zna od Boga, bo przecież nic nie dzieje sie bez przyczyny, zatem może jeszcze się nawrócisz? Itedeee, itepeeee. Natomiast mniej tolerancyjny ksiądz, wywaliłby Cię z konfesjonału i opieprzył przy ludziach albo sam by wyszedł uznając to za żart. Albo by stwierdził opętanie ;P
Na kolędzie dostałam obrazek z modlitwą egzorcyzmem, którą miałam odmawiać... xD
UsuńJa kiedyś poszłam do ksiedza, na rozmowę indywidualną, w parafii mojego dziadka. Znałam tego księdza z psychiatryka, uczył tam religii. I powiedziałam 'Wierzę w Boga, ale nie jestem Chrześcijanką, chciałabym porozmawiać z kimś, kto nie będzie mnie analizował jak psycholog a potraktuje jak człowieka, i chcę, zeby to było potraktowane jak spowiedź. Żeby zostało między nami.' Po czym opowiedziałam mu całą historię swojego życia, akurat wtedy zmagałam sie z anoreksją i lekomanią, t było parę lat temu (phi!). Wysłuchał, na koniec powiedział, że może nie uważam się za Chrześcijankę ale jestem lepszym człowiekiem od wielu zdeklarowanych 'chrześcijan'. Miło wspominam tamtą rozmowę.
OdpowiedzUsuńBo Ty jesteś dobrym człowiekiem.
Usuń