Aaaaaaaaaaaaaaaa chcę wypruć sobie flaki, żołądek, wyciąć tłuszcz..! - przywaliła ręką w kant biurka - podrap, natnij mówi Głos - bierze długopis, marze po ręce... jedna linia, dwie, trzy, po chwili cała ręka wygląda niczym abstrakcyjny obraz... - idzie do łazienki, zaczyna zmywać różowe bohomazy.
Ten sam schemat. Dom, jedzenie, dużo jedzenia, mnóstwo jedzenia... Batony, cukierki, świeże pieczywo, bułki maślane, ryż z warzywami, płatki (plask, uderzyła pięścią w twarz)... Znowu nie pójdzie biegać... Bo niby jak? Brzuch musiałaby chyba ciągnąć po ziemi. Znajoma wrzuciła z nią na fb zdjęcie z Juwenaliów. Nogi... tłuste nogi... Krzywy, śmiejący się ryj.
No kurwa. Lepszego, takiego bez niej nie było?
Fajne takie różowe - tylko jeszcze nie ogarniam dlaczego. Wyobraziłam to sobie i się nie obraź, ale komicznie musiała wyglądać ta sytuacja. Uprzedzam jednak że nie zlewam z Ciebie.
OdpowiedzUsuńŻarcie kusi, bardzo kusi. Pyszna chemia od której po woli się uzależniamy... Dobra, każdy ma czasem napad jak wiadomo. Było, trudno się mówi. Mam tylko nadzieję że przez ostatnie dni sytuacja się nie powtórzyła i że już lepiej się czujesz...
Różowe, bo to jedyny piszący przyrząd, który w tamtym momencie posiadałam :P
OdpowiedzUsuńW sumie była taka tragikomedia...
Dzięki :)