Przed 8.00 ojciec wparował do pokoju pieprząc o rozwodzie, "no powiedz, że się cieszysz, powiedz chujowi". Olałam, nie odezwałam się ani słowem, udawałam, że śpię.
Godzinę później znowu przyleciał, "chcesz w ucho?, po co od rana łazisz po kuchni, teraz ja tam śpię. Wyniosłaś mi golonkę." i śmiech, który doprowadza mnie do szału.
Nie wytrzymałam, poleciała wiązanka... (To mnie dziwi najbardziej, normalnie [prawie] nie używam "takich" słów, przy nim nie mam żadnych ograniczeń.)
Patrząc jak na śmiecia powtórzył kilkakrotnie "A niby taka ładna i grzeczna..."
Usłyszał wypierda...
Wyszedł.
Godzinę temu z korytarza doszło "jadę do adwokata, zobaczymy co się z tego urodzi..."
Wsiadł w samochód.
Pojechał.
Widać musiał być zdenerwowany. A ludzie w nerwach różne rzeczy robią i mówią.
OdpowiedzUsuńTo nie nerwy, to schizofrenia.
OdpowiedzUsuńOh... więc współczuję mu choroby, a Tobie tego co musisz przechodzić...
OdpowiedzUsuń