niedziela, 30 grudnia 2012

Czyściłam skrzynkę mailową i znalazłam brudnopis jakieś wiadomości z przed kilku miesięcy. Nie pamiętam do kogo. Pewnie do kolejnych "wirtualnych przyjaciół".
Wklejam, bo pięknie prezentuje wyliczankę zaburzeń.


Dzień dobry,

Arcadia wita się i chce napisać parę słów o sobie.


Ludzie nie wierzą w jej aspołeczność, ale nie raz słyszała, że jest wariatką. Wariatka, nie wariatka, normalność przecież jest pojęciem względnym.
Do rzeczy. Alee hm.. może na przykładzie. Wczoraj jechała zabrać papiery z uczelni i zrezygnować ze studiów. Do wyjazdu zbierała się przez dwa miesiące. Matko, trzeba będzie tak wcześnie wstać, jechać busem, otworzyć drzwi (a co zrobię jak otworzyć ich nie będę mogła albo źle zamknę i kierowca mnie skrytykuje, przecież wtedy wszyscy się będą na mnie patrzyć..) kupić bilet (trzy słowa - proszę do.. - powtarzała żeby zapamiętać i nic nie pomylić) a potem wysiąść.. a jeśli na ostatnim przystanku już nikt nie będzie wysiadał...? Będzie przeszkadzać kierowcy, bo specjalnie ze względu na nią musi się zatrzymać...
Potem pociąg. Znowu powtarzała. Studencki na TLK do ... na 9:43. Dziekanat... Jezu będzie musiała tam wejść.. sama... powiedzieć po co przyszła... A jeśli czegoś nie będzie miała..? Jeśli nie załatwi..? Jeśli panie będą niemiłe..? Jeśli zacznie ze stresu seplenić..? Zrobi się czerwona..? Ale wstyd.

Tak jest od kiedy pamięta. Pójście do sklepu to problem. Zadzwonienie do kogoś tragedia. Przejście się chodnikiem w otoczeniu ludzi też wydaje się być stresujące. Przecież może idzie za wolno i przeszkadza komuś idącemu z tyłu, bo ten ktoś chciałby iść szybciej... Kawiarnia.. Ale tam trzeba podejść do kasy, zamówić, zapłacić...

Proste i ludzkie rzeczy wydają się być czymś tak trudnym i skomplikowanym. Ale próbuje, stara się być normalnie normalna. Żeby inni nie zauważyli...

Parę lat temu przyplątały się problemy z jedzeniem i zanikła zdolność wyśrodkowania skrajności. Pozostało jeść za mało lub się obeżreć. Tylko to tłuste ja pozostało bez zmian.

Cięcie. Lubi ten ból ciała, który choć na chwilę zabije ból duszy.

Chciałaby się zabić. Tyle razy już planowała jak to zrobi. Jak będzie wyglądał pogrzeb, grób, kto przyjdzie, jak będą się zachowywać ludzie. Ale brak jej odwagi. Podobno śmierć to nie odwaga, życie nią jest i to życie tej odwagi wymaga. Poza tym mama mogłaby cierpieć. Albo co by było jeśli by się nie zabiła..? Ale wie, że pani z kosą mogła by zakończyć to wszystko czemu tak trudno sprostać.



So hello world,
this is crazy me!

4 komentarze:

  1. Najdłużej zastanawiałam się właśnie nad pierwszą częścią tej wiadomości. To co opisujesz trochę przypomina mi coś w rodzaju fobii społecznej, ale nie do końca. Pewnie musi być Ci z tym bardzo,baaardzooo niewygoodnie. A próbowałaś w jakiś sposób z tym walczyć?

    A zaburzenia odżywiania... też w tym tkwię, więc chyba rozumiem. Tak i nagjorszy jest ten brak umiaru - wszystko, albo nic.

    Ból ciała zagłuszający ból duszy... A wyobraź sobie jak bezradny czuje się człowiek kiedy to w końcu przestaje działać.

    Co do śmierci... wiele zależy od punktu widzenia. Faktem jest że w społeczeństwie utarło się przekonanie że samobójstwo to oznaka słabości. No wszyscy ciągle to powtarzają bez zastanowienia, pusząc się jacy to oni są silni i zaradni. Szkoda że tak mało osób zdaje sobie sprawę z tego, że samobójców - tych potencjalnych jak i tych którym się udało odejść nie mozna wrzucać do jednego worka. Owszem - niektórzy śmierć postrzegają jako ucieczkę. Ale są przecież tacy, którzy świadomie ją wybierają, którzy decydują się odebrać sobie życie mimo panicznego lęku przed niebyciem. Bo uważają że tak trzeba, że to jedyne rozsądne, jedyne właściwe. Bo nie są w stanie uwierzyć że jeszcze jakoś mogą sobie pomóc. I to wymaga wiele odwagi. Wiem że na pewno nie wolno takich potępiać i bezmyślnie krytykować. Każdy wymaga indywidualnego podejścia.
    No ale ja Cię w żadnym wypadku do samobójstwa nie zachęcam. Mimo wszystko nie warto. I szacunek za to że nie jesteś egoistką i że potrafisz żyć dla swoich bliskich. Wiele Cię w życiu jeszcze czeka, a życie dobrze jest potraktować jako przygodę (może postaraj się wyobrazić siebie sobie jako epickiego wojownika, który pokona każdą trudność i da sobie ze wszystkim radę) ^^

    Jest nowy rok. Czysta, biała karta. Dobry czas żeby sobie wszystko poukładać. I tego Ci właśnie życzę - absolutnego ogarnięcia. Niech Ci się układa tak jak byś tego chciała i niech Ci się dobrze wiedzie. Dużo wiary w siebie i siły do pokonywania problemów.

    Ależ się rozpisałam ^^''

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam tak samo jak Ty ...

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam podobne myśli co do samobójstwa co Ty. Ciągle się nad tym zastanawiam i rozważam za i przeciw.
    Choć trochę irytuje mnie pojęcie "odwagi" używane w tym kontekście przez cały świat. Z drugiej strony, to pojęcie może robić więcej dobrego niż złego. Jeśli ludzie będą wierzyć, że życie na ziemi wymaga odwagi, może przychylniej popatrzą właśnie na tą stronę.

    Jak byłam ciut młodsza, panicznie bałam się załatwiać jakieś sprawy. Tłumaczyłam to sobie moją niedojrzałością i brakiem zaradności, ale trafiłam na kogoś miłego, kto mi powiedział, że bredzę. Powiedział mi też, że każdy popełnia błędy i każdy może się zająknąć, palnąć gafę lub iść za wolno po ulicy. I nikt się tym nie przejmie tak bardzo oprócz nas samych.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam wyrzuty sumienia... Wobec Ciebie.

    Przepraszam.

    OdpowiedzUsuń