sobota, 25 lutego 2012

Luty się kończy. Co się działo, co się zmieniło..?
Hm..
Ostatni tydzień ferii poświeciłam na praktyki w domu dziecka. Zostałam ciocią, jestem zasmarkana, bo dzieciom z nosków leciało, miałam ponaciągane wszystkie mięśnie od noszenia, podnoszenia, mogę zarażać ospą, ale nie było aż tak źle... Najgorsze pobudki. Dojeżdżałam ponad 50km co zmuszało mnie do wstawania o 5. Póki nie zaczęłam się kłaść o 21 byłam nie do życia..
W ciągu tych 3 lat chyba tam najmniej mi się podobało. Atmosfera jakaś taka.., wychowawczynie średnio miłe, poza tym prawie każdego dnia ktoś inny, więc nie można było nawet z kimś kontaktu złapać i codziennie trzeba było się tłumaczyć jestem praktykantką bla bla bla.. Głównie opiekowałam się najmniejszymi dziećmi, noworodki, raczkujące, parę maluchów tylko chodziło. Szczerze mówiąc pierwszego dnia przeżyłam szok i w pewnym momencie myślałam, że sama usiądę i zacznę płakać..  Wcześniej nie miałam styczności z takimi malutkimi dziećmi a zostawili mnie samą z 13. Karmiłam, ubierałam, nosiłam, podnosiłam, myłam, bawiłam się, sprzątałam... Robiłam wszystko (z czego najbardziej zadowolona jest moja mama, twierdząc, że nabyłam cennego doświadczenia xD). Byłam też z inną panią z maluchami w szpitalu na pobieraniu krwi. Dziwne uczucie kiedy ludzie puszczają w kolejce i traktują jak mamę. xD
Prawdę mówiąc praktyki wyobrażałam sobie trochę inaczej a tam się czułam jak w żłobku albo przedszkolu..
Dzieciaki są świetne i teraz mi ich brakuje, ale pierwsze dni chodziłam jak za karę...
Placówka jest w trakcie likwidacji i sporo osób straciło pracę, w tym pani pod którą miałam podlegać.
Jeśli chodzi o studia i kierunek za dużo się nie nauczyłam, jeśli chodzi o życie to była naprawdę dobra lekcja.
Mogę dorabiać jako profesjonalna opiekunka, haha.

Właśnie w poniedziałek rozpoczęłam semestr VI, ostatni.
Niestety zostaliśmy pozbawieni wolnych piątków. Dali nam czwartki i co drugi poniedziałek. Ale generalnie jest nieźle. Mamy mniej zajęć i wykładowcy wydają się całkiem w porządku.
Zobaczymy co będzie dalej... :P


punkt ostatni, PSYCHE I SOMA
tu bywa różnie... i niestety niewiele się zmieniło.
Schemat ograniczania, napadów, chudnięcia, tycia i wyżywania na sobie trwa.
Z pozytywów, wróciłam na siłownię.
Poza tym, pomysłu na siebie brak.
Jestem na etapie ogólnego rozmemłania i próby zrozumienia o co tak naprawdę mi chodzi...

2 komentarze:

  1. Dzieciaczki są kochane :)

    Myślę, ze powinnaś zwolnić, pomyśleć, ale nie o tym, jak chujowo tylko co zrobić, żeby przestało tak być.

    OdpowiedzUsuń
  2. tak, dzieciaki są świetne :)

    Myślę, ale wyjścia z tej czarnej dupy nie widzę, no.

    OdpowiedzUsuń