Żyletka.
13 cięć.
Nie wiem po co.
I tak nie boli.
Boli niewystarczająco.
I tak nic nie czuję.
A może czuję tylko nie wiem, że czuję...?
Powinnam iść spać.
I tak nie zasnę.
Nienawidzę wieczorów.
Nienawidzę poranków.
Sama nie wiem co gorsze.
Powinnam wstać za 6 godzin.
Pieprzyć antropologię.
Pieprzyć studia.
Nie mam na nie siły.
Odwagi, żeby powiedzieć to głośno też nie mam.
I'm just a dreamer
I dream my life away
I'm just a dreamer
Who dreams of better days... - śpiewa Ozzy.
Marzenia też umarły.
Przepraszam.
Czemu 13? Czemu w ogóle? Ahhhh... głupio pytam, wiem przecież. Ale i tak coś każe mi natrętnie pytać dlaczemu.
OdpowiedzUsuńTrochę pewnie poczułaś tego bólu po żyletce, a nie tak bardzo jak sądziłaś bo... Weź pod uwagę reakcje w organizmie, gdy się stresujesz, denerwujesz, smucisz. Chemia, wszystko chemia.
Dla mnie osobiście gorsze są poranki. Budzę się, wiem że nie mam po co, wmawiam sobie że tak nie jest itd. Może masz podobnie?
Antropologia, fajny kierunek <3 Ciekawy niezwykle, tak mniemam. Na studia nie masz siły, bo jesteś w takim dole, powiedziałabym że rowie mariańskim wręcz. A ten stan wykańcza.
Ale zobacz - mamy wiosnę, kwiaciory na drzeweczkach, wysyp Romów, pierwsze trzmiele i inne owady, dłuższy dzień... może chociaż ta zmiana pogody jakoś pozytywnie wpłynie na twoje samopoczucie. Taką mam nadzieję.
A marzenia... trzeba będzie je wskrzesić, o ^^